01 02 03 04 05 06 07 08 09 10 11
12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22

Dzień 18
19.08.2004
Czwartek
Start: 9:50

FOTOGALERIA (otwiera się w osobnym oknie)

Rano dosyć chłodno. Praktycznie od samego początku mamy podjazd. Po drodze robimy zakupy, chyba najdziwniejsze w czasie trwania wyprawy (kupujemy na przykład 50 kopert na listy oraz dziecinne nożyczki do papieru). Na jednym z postojów Marcin rozważa powrót pociągiem. Postanawia jechać dalej i później się zastanowić.
Podjazd, początkowo stosunkowo łagodny, na ostatnich kilku kilometrach przeobraża się w dziko zabójczy. Patrząc na mapę mieliśmy wrażenie, że trasa tylko punktowo przekracza nachylenie 20%, jednak to była pomyłka. Przez ostatnie 3km nachylenie jezdni oscyluje w okolicy 20%, co sprawia, że nasza prędkość to 3-4km/h praktycznie przez godzinę. Nawet przy takiej prędkości męczymy się dosyć szybko i co kilkaset metrów jesteśmy zmuszeni do krótkich postojów (tym bardziej, że słońce przyświeca dosyć wyraźnie). Wyobrażamy sobie, jak musi się czuć osłabiony Marcin. Na górze chwilę dłużej odpoczywamy. Jesteśmy świadkami jakiegoś małego zjazdu kolorowych Smartów - szczególnie fajnie prezentuje się jaskrawozielony oklejony w gekony.
Sześciokilometrowy zjazd pokonujemy w niecałe 10 minut! Gdyby przez całą wyprawę utrzymywać takie tempo, zrobilibyśmy niezły dystans :) Przy takim nachyleniu nie mogliśmy nie pobić wyprawowych rekordów prędkości. Każdy z nas przekroczył granicę 70km/h (ja otarłem się o 80km/h, Marcin osiągnął ponad 85km/h (ten sukces tak go rozradował, że na dole był już praktycznie zdrowy :)) Gdyby zamknąć drogę dla ruchu samochodowego, to by dopiero było pole do popisu dla rowerzystów!
Zjeżdżamy na drogę rowerową Murradweg - raczej przyjemna jazda. Pod koniec dnia znów mamy trochę podjazdu (głównie przez las naszpikowany tabliczkami zakazującymi zbierania grzybów), a później niespodziewanie stromy zjazd, na którym ponownie osiągamy olbrzymie prędkości (69km/h). Podczas zjazdu robimy mały wyścig z Marcinem - ja się chowam w tunelu powietrznym za nim, nabierając w ten sposób prędkości, po czym wyprzedzam go, samemu stając się tarczą powietrzną dla Marcina - i tak na zmianę :)
Tomek z jakiegoś powodu stwierdza, że na rozdrożu muszą nam udzielić schronienia i właśnie w punkcie, gdzie mamy skręcić w kierunku przełęczy Sölkpass znajdujemy nocleg przy pierwszej próbie.
Trafiamy na niezwykle sympatycznych gospodarzy. Na tarasie za domem przy stole jemy kolację. Spożywamy nasz prywatny makaron z sosem, którzy przyrządzają wpuszczeni do kuchni Tomek i Marcin oraz przygotowane przez panią domu kartofle w mundurkach, którymi sama się objada (z gestów i min wynika, że je ubóstwia :)) Po kolacji jesteśmy poczęstowani jeszcze cidrem (tutaj popija się go z lemoniadą) oraz sznapsem (szczególnie Marcin, dla którego ma to być zbawienne lekarstwo :))

Dystans: 76.75km
Czas jazdy: 4:48:07
Prędkość średnia: 15.98km/h
Prędkość max: 79km/h

poprzedni dzień / następny dzień