01 02 03 04 05 06 07 08 09 10 11
12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22

Dzień 15
16.08.2004
Poniedziałek
Start: 9:00 (?)

FOTOGALERIA (otwiera się w osobnym oknie)

Poranek wita nas chłodem. Przed wyruszeniem idziemy z Pawłem po wodę do źródełka przy pobliskiej drewnianej chacie. Wczoraj było pusto, dzisiaj pojawili się jacyś ludzie, ale raczej nie zwracają na nas uwagi.
Kończymy zjazd z dużymi prędkościami i kierujemy się na Passo di San Pellegrino. Powoli wspinamy się na przełęcz, ale zaprawieni w bojach nie mamy żadnego problemu - wkrótce odpoczywamy na wysokości 1918mnpm.
Zjazd oczywiście szybki i kręty, nawet udało mi się wyprzedzić po drodze samochód. W pierwszej miejscowości na dole (Moena) robimy zakupy. Niestety trafiamy do sklepu zaraz przed sjestą i sprzątają nam pieczywo sprzed nosa. Będziemy musieli przeżyć kolejny trudny podjazd na cieście, którego akurat mamy pod dostatkiem :)
W Canazei rozpoczyna się właściwy podjazd na Passo Sella - najwyższą przełęcz wyprawy. Widoki po drodze są niesamowite. W początkowej fazie podjazdu na każdej serpentynie jest granitowy słupek z oznaczeniem wysokości - ułatwia to rozłożenie sił i planowanie podjazdu. W pewnym momencie mijamy rozjazd - można wybrać Passo Sella lub Passo Pordoi. Na naszej dalszej trasie na Passo Sella nie ma już oznaczeń wysokości, ale podjazd z takimi niesamowitymi panoramami to sama przyjemność, więc może sobie trwać. Gdy już niedaleko jest do przełęczy, mijam wiele zaparkowanych w okolicy kilkusetmetrowej pionowej ściany samochodów. Ludzie z lornetkami wpatrują się w sylwetki dwójki wspinaczy znajdujących się na olbrzymiej wysokości.
Pod koniec podjazdu serpentyny są numerowane. 10... 9... 8... 7... 6... 5... 4... 3... 2... 1... i jestem na przełęczy (2240mnpm)! Zimno tutaj (14-15°C). Szczególnie piękny widok jest na grupę Marmolady. Ubieramy się, przegryzamy coś, robimy zdjęcia i rozpoczynamy zjazd. Jest już dosyć późno, a my musimy porządny kawałek zjechać, by wjechać na jeszcze jedną przełęcz.
Szybki i kręty zjazd - cały czas siedzę na ogonie jakiemuś samochodowi. Teren nie nadaje się do wyprzedzania. Pasażerowie samochodu od czasu do czasu ze strachem się oglądają :) W końcu zjeżdżają na pobocze i mogę spokojnie jechać. Zjeżdżamy na poziom, na którym znowu rosną drzewa.
Teraz jesteśmy już dosyć zmęczeni, ale na Passo Gardena również musimy wjechać, tym bardziej, że mamy nadzieję zdążyć do pierwszej miejscowości przed zamknięciem marketów. Wkrótce znowu znikają drzewa, towarzyszy nam trawiasto-kamienisty krajobraz. Kilka serpentyn i w końcu zdobyliśmy ostatnią dwutysięczną przełęcz - Passo Gardena lub Grödnerjoch (2121mnpm). Robimy kilka szybkich zdjęć i ruszamy w drogę. Zjazd jest bardzo kręty. Po przejechaniu około kilometra rozpościera się widok na wieeele serpentyn w dole - wygląda to niesamowicie. Zawiłość zjazdu daje nam przewagę nad samochodami, które jadą bardzo wolno - wyprzedzam kilka sztuk.
W Kurfar (Corvara) jesteśmy o kilka minut za późno. Markety zamknięte, chleba nie będzie. Jesteśmy już w strefie, gdzie mówi się zarówno po włosku, jak po niemiecku. Wcale to nie ułatwia nam szukania noclegu - znajdujemy tylko marne miejsce przy jakiejś budowie zaraz obok stacji kolejki linowej. Niby właściciel nam pozwolił, ale sąsiad się coś pluje, że "privat" i tak dalej. Nie zwracamy na niego uwagi, zjadamy zupki i idziemy spać.
Jak na prawie 2300m pokonanego przewyższenia na podjazdach na trzy dzisiejsze przełęcze, wyniki mamy świetne.

Dystans: 74.59km
Czas jazdy: 5:36:28
Prędkość średnia: 13.30km/h
Prędkość max: 63km/h

poprzedni dzień / następny dzień