01
02 03 04 05
06 07 08 09
10 11 Dzień 16 Wstaję o 6:20, reszta śpi jak susły. Sąsiad znowu przyszedł z rana coś jęczeć,
że "privat" i tak dalej, ale miałem przygotowaną ripostę z rozmówek,
więc się odczepił. Wyjeżdżamy chwilę po rozbudzeniu się reszty - do pierwszego
otwartego marketu nabyć wreszcie pieczywo. Pod sklepem Paweł zauważa brak
swojego noża o dużej wartości sentymentalnej. Wraca na miejsce naszego noclegu,
ale nie znajduje go. Zgodnie uznajemy, że strata tego wspaniałego noża pamiętającego
czasy świetności socjalizmu jest o wiele większą stratą niż np. zgubienie
okularów przez Marcina (no, może Marcin się trochę z tym nie zgadza :)) Od
samego rana czeka nas około 30km z górki - najpierw wzdłuż potoku, a potem
rzeki. Na trasie pojawiają się niespodziewanie nawet strome serpentyny. Wiele
razy napotykamy długie korki, które bez problemu wyprzedzamy. Większość korków
spowodowana była budową potężnych tuneli pod górami. Dystans: 132.94km
12 13 14 15
16 17 18 19
20 21 22
17.08.2004
Wtorek
Start: 8:20
FOTOGALERIA (otwiera
się w osobnym oknie)
Od Brunico (Bruneck) jedziemy raczej pod górę. Napotykamy nawet jakąś zwariowaną
ścieżkę rowerową wiodącą stromo pod górę jakimiś lasami.
W Innichen zaczyna się znów jazda w dół, przyjemną asfaltową drogą rowerową
wzdłuż rzeki. Na drodze rowerowej nawet nigdzie nie ma oznaczenia granicy
włosko-austriackiej. Jedziemy głównie przez las. Dookoła nas zmienia się górzysty
krajobraz - momentami są to wyrastające wysoko skały, momentami łagodniejsze
trawiaste góry. Drogą rowerową dojeżdżamy do Lienz i wkrótce zaczynamy się
rozglądać za noclegiem. W międzyczasie mijamy kolejny "serwis rowerowy"
- tablicę z przypiętymi na łańcuchach kluczami, śrubokrętami i pompką (fajna,
z ciśnieniomierzem - "Joe Blow").
Zjeżdżamy z drogi rowerowej do miejscowości Nikolsdorf, gdzie przy drugiej
próbie znajdujemy nocleg. Jest trochę śmiesznych kłótni między Tomkiem a Marcinem
a propos wyboru miejsca noclegu. Namioty rozbijamy na niedużym skrawku trawy
pod wielką wierzbą. Gospodarzy jest całkiem dużo, początkowo mamy problemy
z połapaniem się, kto rządzi. W końcu wychodzi na jaw, że szefem jest chudy
pan około 60-tki wyprowadzający psa. Wszyscy gospodarze mówią po angielsku.
W pewnym momencie odwiedza nas jakiś krewny gospodarzy, właściciel parkującego
w pobliżu luksusowego Mercedesa. Mówi nam, że bywał kiedyś w Polsce. Na pożegnanie
zostaje naszym sponsorem - dostajemy banknot 20 Euro :)
Czas jazdy: 6:51:49
Prędkość średnia: 19.36km/h
Prędkość max: 56km/h