01 02 03 04 05 06 07 08 09 10 11
12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22

Dzień 13
14.08.2004
Sobota
Start: 9:45

FOTOGALERIA (otwiera się w osobnym oknie)

Rano trochę błądzimy, ale szybko orientujemy się co i jak. Pomaga nam jakaś rowerzystka w średnim wieku. Z miejscowości Borgo Valsugana i okolic jest piękny widok na zamek na wzgórzu, a przy pięknej pogodzie z idealnie niebieskim i ciekawym układzie chmur wygląda on dziś szczególnie ładnie. Na początku dnia było dużo zjazdów (jeden szczególnie szybki) i podjazdów, ale od miejscowości Strigno (gdzie mamy postój przy straganie z owocami) rozpoczyna się właściwy podjazd ku naszemu dzisiejszemu celowi - Passo Brocon. Jest dosyć ciepło, ale na szczęście nie upalnie, więc systematycznie wspinamy się, nie forsując się zbytnio. W miejscowościach na trasie spotykamy kraniki z cieknącą źródlaną wodą, dzięki czemu zawsze możemy mieć w naszych butelkach i bidonach świeży płyn. Dosyć niespodziewanie na naszej trasie pojawia się przełęcz Passo Forcella (910mnpm) - zmusza nas do zjazdu, a wysokość po chwili musimy zdobywać ponownie. Kierowcy mijający nas trąbią i machają, pozdrawiają nas także inni kolarze (a nawet ładna pani kolarka), którzy zasuwają bez sakw.
Podjazd na Passo Brocon odsłania coraz to ciekawsze widoki na góry oraz na miejscowości, które zostawiamy w dole. Szczególnie ładne widoki na tle upstrzonego pięknymi cumulusami nieba mamy podczas ostatnich 5km. Przed końcem podjazdu jest kawał drogi po jakimś żwirze i kamieniach - chyba wymieniany jest asfalt.
W końcu, po kilku godzinach systematycznego pedałowania na niskich biegach, dojeżdżamy do jakiegoś budynku na wysokości 1631mnpm. Co ciekawe - nie jest to właściwa przełęcz, bo ta mieści się na wysokości 1615mnpm kilka kilometrów dalej po płaskim. Na przełęcz dojeżdżam z Pawłem. Marcin i Tomek są już na miejscu, przy czym ten pierwszy zajada coś w restauracji. Widoki całkiem ładne, chociaż wciąż jesteśmy w niższych partiach Dolomitów - wszystko w okolicy jest trawiaste. Prawdziwe, skaliste szczyty widzimy w oddali, oświetlone zachodzącym słońcem.
Po ubraniu polarów i kurtek, rozpoczynamy kręty zjazd dosyć wąską drogą. Rzadko zbliżamy się do 50km/h, ale mimo to zjazd jest ciekawy i ekscytujący dzięki możliwości "kładzenia się" na zakrętach (miłośnikiem tego rodzaju rozrywki jest szczególnie Marcin). Pod koniec zjazdu przejeżdżamy olbrzymim mostem spinającym dwie góry. Dojechawszy do pierwszej miejscowości po zjeździe (Canal San Bovo), robimy zakupy w markecie i wkrótce rozpoczynamy podjazd z 750mnpm na niedużą przełęcz Passo Di Gobbera (988mnpm). Zjeżdżając z przełęczy mamy piękny widok na miasteczka Imer i Mezzano, a także na coraz niżej opadające serpentyny pod nami.
W Imer rozmawiamy z Polką, która zatrudniona jest w lokalnym hotelu. Robi się wieczór. Przejeżdżamy jeszcze kilka kilometrów do miejscowości Siror i po przydługim poszukiwaniu dogodnego miejsca rozbijamy się na placu zabaw nad rzeką. Mamy tu ławki, bieżącą wodę w kraniku przy dziwnej maszynerii służącej do zabawy - żyć, nie umierać. Noc raczej zimna, ale śpiwór Małachowskiego dobrze grzeje!

Dystans: 84.56km
Czas jazdy: 6:21:37
Prędkość średnia: 13.29km/h
Prędkość max: 58km/h

poprzedni dzień / następny dzień