01
02 03 04 05
06 07 08 09
10 11 Dzień 11 Rano wydobywamy rowery z sakwami z udostępnionego garażu i robimy sobie klasyczną
kaszkę. Dogadujemy się smsowo z Tomkiem co do powtórnego połączenia sił wyprawy.
Postawiłem sobie rower obok jakiegoś mrowiska, w które co chwilę wdeptuję.
Cały czas jesteśmy w strefie śródziemnomorskiej i podczas jazdy ciągle słychać
cykady. Dystans: 114.59km
12 13 14 15
16 17 18 19
20 21 22
12.08.2004
Czwartek
Start: 9:00
FOTOGALERIA (otwiera
się w osobnym oknie)
Po przejechaniu kilkunastu kilometrów zatrzymujemy się na rynku lub jakimś
głównym placu Verony pod drzewami. Poświęcamy trochę czasu, by sobie pozwiedzać
- jest wiele fajnych miejsc: stara architektura, pomniki. Trochę mamy problemów
z wyjazdem, wydostajemy się z miasta bardziej "na oko", niż przy
pomocy mapy. Im bliżej jeziora Garda, tym bardziej pofalowana trasa.
W miejscowości Peschiero odnajdujemy Tomka w jakimś parku i pierwszy raz widzimy
cel naszej wyprawy - jezioro Garda. Jedziemy główną drogą dookoła jeziora,
jednak w południowej części odbiega ona od Gardy. Tłumy samochodów i upał.
W tym upale odbija nam coś i wjeżdżamy na całkiem dużą górę nad jeziorem.
Ze szczytu mamy niezły widok na kawał jeziora i otaczające góry. Upatrujemy
sobie rozsądną plażę, by zrobić na niej dłuższą przerwę, bo upał jest ostry.
Zjeżdżamy na kamienistą plażę i wskakujemy do wody. Pawłowi znowu się nie
podoba kamieniste dno. Malkontent :) Woda jest ciepła.
Wieczorem upał się zmniejsza, ale i tak jest około 30°C. Im dalej na północ,
tym potężniejsze góry otaczają Gardę. Zatrzymujemy się przy markecie i kupujemy
pół olbrzymiego arbuza. Przy pomocy różnych narzędzi dokonujemy jego rozbioru.
Ja robię szyb łyżką, Paweł prowadzi działalność odkrywkową, Marcin widelcem
wycina arbuzowe bloki.
Im dalej jedziemy zachodnim brzegiem, tym ładniejsze robią się widoki i wzrastają
góry po naszej lewej stronie. Po 20 jak zwykle zaczynamy myśleć o noclegu,
ale niewiele z tego wynika, bo nikt nas "na gospodarza" przyjąć
nie chce. Campingi są drogie, więc odpadają. Robi się zupełnie ciemno i późno,
ale noclegu mimo ponad 20 prób nie udaje się znaleźć. Im dalej na północ tym
coraz więcej tuneli wykutych w skale (przejeżdżamy ich kilka, niektóre całkiem
długie). W końcu o 23:30 postanawiamy przespać się na plaży nad jeziorem.
Zjeżdżamy nad jezioro do zupełnie małej wioski Campione. Długo debatujemy
nad wyborem dobrego miejsca na noc i w końcu rozkładamy się na kamienistej
plaży kilka metrów od jeziora. Bardzo ładnie wyglądają oświetlone miejscowości
na przeciwległym brzegu. Co jakiś czas błyskają nad górami błyskawice, ale
liczymy na łaskawość pogody.
Czas jazdy: 6:18:15
Prędkość średnia: 18.17km/h
Prędkość max: 54km/h