01
02 03 04 05
06 07 08 09
10 11 Dzień 9 Od rana mamy zupełnie płaską trasę, więc nasze tempo jest całkiem szybkie.
Jazda jest monotonna - wszędzie tylko pola uprawne i małe, nieciekawe miasteczka.
Marcin z powodu tej monotonii tak się raz zagapił, że wyjechał na środek drogi
i prawie wpadł pod jakieś BMW. O godzinie 13:45 mamy na licznikach już 78km
(zrobione ze średnią ponad 22km/h). Do samej Wenecji dojeżdża się długim na
kilka kilometrów mostem, który jest zupełnie prosty, co sprawia, że wydaje
się krótki. Można dojechać do dworca autobusowego, strefy przemysłowej nad
morzem lub olbrzymiego kompleksu piętrowych parkingów. My, dojechawszy do
dworca autobusowego, próbujemy gdzieś na stare miasto dostać się rowerami,
ale szybko orientujemy się, że nie tylko ruch samochodowy jest w Wenecji niemożliwy
- także rowerem daleko się nie zajedzie, gdyż wszędzie pełno mostków, schodków
i innych konstrukcji uniemożliwiających jazdę. Rozkładamy się więc w parku
nieopodal dworca autobusowego i ustalamy porządek rzeczy - robimy tak, by
jedna osoba pilnowała rowerów, a reszta mogła zwiedzać. Dystans: 94.25km
12 13 14 15
16 17 18 19
20 21 22
10.08.2004
Wtorek
Start: 9:35
FOTOGALERIA (otwiera
się w osobnym oknie)
Miasto jest piękne, praktycznie nie ma żadnych nowych budynków. Same stare
kamienice. Niektóre, przy większych placach, są starannie odnowione. Te przy
bocznych uliczkach są raczej obdrapane, ale tak samo kolorowe i interesujące
- mają swój urok. Oczywiście wszędzie jest pełno kanałów i mostków. Ulice
są dostosowane do potrzeb pieszych - te szersze mają 3-4m szerokości. W węższych
dwie osoby idące naprzeciw siebie mają problemy, by się minąć.
Z Pawłem i Marcinem udajemy się na pizzę - baaardzo dobra. Przez większość
czasu, ze względu na zmiany wart przy rowerach, zwiedzam samotnie. Robię masę
zdjęć. Olbrzymie wrażenie robi potężny plac świętego Marka, którego nawierzchni
momentami nie widać przez zwarte kordony gołębi, których są tu tysiące.
Na ulicach Wenecji spotyka się Murzynów sprzedających "oryginalne"
torebki od Gucciego oraz równie "oryginalne" płyty kompaktowe. Można
spotkać też sympatyczniejszych sprzedawców - na przykład skośnooką dziewczynę
robiącą cudowne figurki z trzciny. Spotkałem również na ulicy mieszkańca weneckich
podziemi - autentycznego szczura, który wbiegł do kanału.
Pod wieczór, gdy mamy odjeżdżać, dochodzi do małej kłótni, co do dalszych
planów. Niektórzy chcieliby zwiedzać jeszcze jutro, inni wolą spędzić więcej
czasu w Alpach. W końcu dochodzimy - mniej więcej - do porozumienia. W świetle
zachodu słońca ruszamy mostem w kierunku włoskiego lądu. Szukając campingu,
rozmawiamy na skrzyżowaniu z jakimś sakwiarzem, który, jak się okazuje, jeździł
już po tej okolicy, ale w sumie niewiele nam pomaga :) Po ciemku już znajdujemy
duże pole namiotowe. Okazuje się, że jest specjalna zniżka dla Polaków (mimo
to nie jest zbyt tanio - ok. 9Euro za osobę).
Korzystając z okazji, robimy pranie generalne i instalujemy sznurki na bieliznę
(w sumie mamy ich co najmniej 10m, a i tak ledwie się nam to pranie mieści
:)).
Namiot mamy rozbity pod jakimś dużym drzewem z podłużnymi strączkami i olbrzymimi
liśćmi. Po zrobieniu prania, czym prędzej kładziemy się spać, bo dokuczają
komary.
Czas jazdy: 4:17:57
Prędkość średnia: 21.92km/h
Prędkość max: 39km/h