Dzień 8
17.07.2007
Wtorek
Start: 10:35

W nocy było trochę zimno. Nic dziwnego, w końcu spaliśmy na dosyć dużej wysokości. Z samego rana niebo jest zupełnie błękitne, a widoki bardzo ładne. Jest dość gorąco.



Niedługo po wyruszeniu robimy postój przy jeziorze lodowcowym Bow Lake. Niebo trochę zbladło, przez co zdjęcia nie są takie ładne jak rano. Są tutaj takie skrzynki na słupku. Gdy się kręci korbą, skrzynka opowiada w wybranym języku o jeziorze. Do wyboru są cztery języki, o ile pamiętam: angielski, francuski, niemiecki i chiński.



Wjeżdżamy na przełęcz Bow Summit o wysokości 2135m n.p.m., a stąd stromą drogą w lewo jeszcze wyżej na parking przy punkcie widokowym. Punkt widokowy jest idealnym miejscem do fotografowania jeziora Peyto Lake (dlatego wszystkie zdjęcia tego jeziora wyglądają tak samo). Jezioro Peyto jest firmowym widokiem parku narodowego Banff. Lodowiec ściera skały na drobną mączkę, a ów skalny pył spływa z wodą do jeziora, co jest przyczyną niezwykłego koloru wody w Peyto Lake. Niestety pogoda nie jest idealna do zdjęć.



Zjazd jest świetny. Pod koniec zjazdu odbijam na parking i czekam na Gosię i Pawła. Czekam i czekam, bo jak się okazało po ich przyjeździe, ucięli sobie gdzieś po drodze drzemkę :-) Niebo jest dziwnie nieprzejrzyste, a gdy dojeżdżamy już razem do Saskatchewan Crossing, robi się zupełnie szare. Jest tu sklep (i właściwie to cała miejscowość - pensjonat ze sklepem i stacją benzynową), ale strasznie nędzny. Cześć z pamiątkami jest jakieś cztery razy większa od części spożywczej. Kupuję litr mleka i wypijam na raz. Będę wielki.
Robimy tutaj dosyć długi postój, ponieważ Paweł zabiera się za naprawę GPSa i urządzeń ładujących go. Przejeżdżamy jeszcze kawałek z paskudnym wiatrem w twarz i zjeżdżamy na Rampart Creek Campground (1456m n.p.m.). GPS na razie działa, ale jutro przestanie. Prawdopodobnie popsuły się piasty z dynamem, zarówno u Pawła jak i u Gosi.
Camping jest bardzo rozległy, między poszczególnymi "działkami" (campsites) są duże kawały lasu. Do łazienek idzie się ścieżką przez las. Właśnie miałem iść w kierunku łazienki, gdy wracający ścieżką Francuzi mówią, że widzieli przy łazience czarnego niedźwiedzia w lesie. Zerkamy z Pawłem w tamtym kierunku, a niedźwiedź wyłazi sobie z lasu i idzie do nas ścieżką. Wołamy do Gosi, która jest za nami, przy namiocie, żeby użyła gwizdka. Używa go bardzo donośnie, my coś krzyczymy i gwiżdżemy też. Niedźwiedź zatrzymuje się i patrzy z pewną dozą konsternacji, po czym powoli zawraca i leniwie wchodzi do lasu.
Na campingu niestety nie ma metalowych szafek na jedzenie ani lin do wieszania worków z jedzeniem. Zwracamy się więc do Francuzów, żeby przechowali nam sakwy w swojej olbrzymiej przyczepie. Ładujemy sakwy do schowka i idziemy spać.

Dystans dnia: 72.23 km
Czas jazdy: 4:29:45
Średnia prędkość: 16.06 km/h
Prędkość maksymalna: 67 km/h

Poprzedni < > Następny


Prawa autorskie zdjęć i tekstu zastrzeżone: Marek Ślusarczyk © 2001-2099