Dzień 1
01.08.2005
Poniedziałek
Start: 6:40

Wstajemy o 6, żeby stosunkowo wcześnie opuścić plac zabaw, nie rzucając się w oczy. Jako, że dziś jest tutaj święto narodowe, nie zanosi się na możliwość kupna pieczywa... Pogoda jest w miarę ładna. Podążamy drogą rowerową nr 7. Już z samego początku trafia nam się niezły podjazd. Weterani wjeżdżają bez marudzenia, nowa czwórka nieco jęczy :) A to zaledwie 360m przewyższenia. Po drodze mamy dłuższy postój na prostowanie zosinego haka przerzutki metodami chałupniczo-polnymi. Musiało się w pociągu skrzywić.



Zjazd mamy dosyć ciekawy - jakąś żwirowo-kamienistą drogą (łokropieństwo).
Gdzieś w ciągu dnia przejeżdżamy kilka razy do Francji i z powrotem (droga sobie tak wiedzie w okolicy Lucelle). Trafiwszy na otwarty kiosk, nabywamy drogą zakupu zapalniczki (oczywiście znów nikt nie wziął...). Po południu robimy dłuższy postój przy wodopoju - z braku pieczywa gotujemy sobie zupki i inne bajery. Później robimy jeszcze jeden podobny postój na podjeździe - tym razem na "oeufs" czyli jajka, które kupujemy u jakiejś pani w domu z tabliczką sugerującą, iż tam się jajka sprzedaje. Gdy tak sobie siedzimy i jemy, podchodzi do nas mąż pani jajecznej i proponuje darmowy nocleg w jakimś drewnianym domku. Niestety jest dosyć wcześnie, więc z żalem odmawiamy, by zrobić dzisiaj jakiś rozsądny dystans.
W dalszej części podjazdu robimy ciekawy postój przy otoczonej kwiatami grocie z posągiem Sainte Colombe (nie wiem co to za święta po polsku). Po przeciwnej stronie ulicy mamy świetny mostek linowo-drewniany przez rzekę. Namawiam Pawła, żeby przechodził bez trzymanki, ale tylko na chwilę się puścił do zdjęcia :)



Z pobliskiej, w sumie niedużej przełęczy, mamy świetny zjazd, dochodzący do 70km/h. Wcześniej gubimy Jakuba i trochę czekamy, aż Paweł go znajdzie (Jakub sobie został w tyle na podjeździe - czasem nieuczciwie podprowadzał rower zamiast grzecznie jechać :))
Nocleg w Tavannes, po długich pieszych poszukiwaniach za pomocą Zosi, znajdujemy na farmie przed kolejną przełęczą - towarzyszą nam tam dwa boksery, mały piesek, konie i dwa kucyki. Dwie małe dziewczynki są właścicielkami kucyków i pomiatają nimi jak chcą :) Robimy sobie porządny obiad (którym niektórzy sobie parzą język). Otrzymujemy dostęp do łazienki, a w sumie do całego domu - gospodarze zostawiają otwarte i jadę do miasta na fajerwerki :)
Wieczorem zaczyna padać porządny deszcz.

Dystans: 83.81km
Czas jazdy: 6:08:46
Prędkość średnia: 13.63km/h
Prędkość max: 70 km/h

Poprzedni < > Następny


Prawa autorskie zdjęć i tekstu zastrzeżone: Marek Ślusarczyk © 2001-2099