01 02 03 04 05 06 07 08 09 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44

Dzień 42
04.09.2003
Czwartek
Start: 7:50

Po wielu zimnych nocach, w domku w ogrodzie wreszcie było nam ciepło! Wyjeżdżamy stosunkowo wcześnie, bo taki wymóg postawili nam wczoraj gospodarze. W tym samym domu przyjmuje lekarz (nie wiemy czy to przypadkiem nie któryś z gospodarzy) i nie wiadomo jak pacjenci zareagowaliby na egzotycznych gości w ogródku lekarza.
Jeszcze z rana dojeżdżamy do centrum Magdeburga. Od razu widać, że kilkanaście lat temu była tu Niemiecka Republika Demokratyczna. Olbrzymie, obdrapane bloki zieją w dzisiejszych czasach pustką. Za miejsce wypadowe obieramy ławkę pod olbrzymią magdeburską katedrą, która niestety jest o tej porze zamknięta. Niewiele w tym mieście ciekawych rzeczy. Przewędrowaliśmy przez całe centrum, ale nie napotkaliśmy nic wartego zapamiętania, jedziemy więc dalej. Prowadzi nas droga krajowa nr 1. Śmiga wiele samochodów, ale jest pas dla rowerów, więc da się jechać. Jest dosyć płasko.
Na pięćdziesiątym kilometrze robimy sobie dłuższą przerwę na przystanku autobusowym. W pobliżu starsza pani grabi coś na łące. Wkrótce przychodzi do nas na przystanek i ku naszemu zaskoczeniu, daje nam worek śliwek. Po chwili zjawia się znowu i obdarowuje nas tonami jabłek oraz gruszkami. Żeby nie było za mało, daje nam jeszcze po czekoladzie i pieniądze "na lody". I jak tu mówić, że Niemcy to naród niegościnny lub niechętny Polakom? Wielokrotnie przekonaliśmy się, że ta obiegowa opinia nie jest prawdziwa.
Dalej mamy przed sobą kawał płaskiej jazdy przez las. Nie wiadomo czemu, samochody jadą tu bardzo powoli. Żadnego ograniczenia prędkości nie zauważyliśmy. Tajemnicza sprawa.
Pod wieczór dojeżdżamy do Brandenburga. Na pierwszy rzut oka widać, że to byłe NRD. Niemcy mają jeszcze przed sobą długą drogę do naprawienia we wschodniej części kraju tego, co zepsuł socjalizm. Miast zupełnie nieciekawe. Jedyną fascynującą rzeczą są tory, które biegną środkiem ulicy przez całe centrum, a po których chyba nic nie jeździ.
W pierwszej miejscowości za Brandenburgiem już przy drugiej próbie otrzymujemy nocleg. Mieszka tu wścibski kot-rozrabiaka. Gospodarze częstują nas piwem i przynoszą kuchenkę wraz z zapasowym kartuszem na wymianę. Pierwszy nabój faktycznie zaraz się kończy więc zabieramy się za wymianę. Okazuje się, że nieprzeczytanie instrukcji, którą później znaleźliśmy, było poważnym błędem - po nabiciu kuchenki na kartusz, nie możemy palnika umocować na stałe i gaz cały czas ucieka. Przy pomocy śrubokręta i czterech rąk w końcu udaje nam się to założyć (jak się okaże rano - i tak nie za dobrze nam to wyszło, bo kuchenka buchnie olbrzymim płomieniem). Przy naszym palniku nie mamy takich problemów, bo mamy naboje nakręcane z wentylem, który nie pozwala na ulatnianie się gazu w żadnej sytuacji.
W towarzystwie wniebowziętego kota skaczącego po namiocie od drugiej strony idziemy spać.

ZOBACZ GALERIĘ



Dystans: 108.89km (razem 4048.01)
Czas jazdy: 7:22:41
Średnia prędkość: 14.75 km/h
Prędkość max: 30 km/h

poprzedni   następny