01 02 03 04 05 06 07 08 09 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44

Dzień 41
03.09.2003
Środa
Start: 8:45

Rano po raz pierwszy mamy postój na przejeździe kolejowym. Zakładamy się, z której strony pojedzie pociąg i czy będzie to towarowy, czy osobowy. Jeden zgaduje kierunek, drugi charakter pociągu - w ten sposób jesteśmy "na zero". Do końca wyprawy taka sama sytuacja zdarzy nam się jeszcze kilka razy :)
Brunszwik jest całkiem ładnym miastem, ma starówkę, po której można sobie pospacerować. Wiele jest odnowionych kamiennic z pruskiego muru, które nieodłącznie kojarzą mi się z Niemcami. Wszędzie jest pełno kwiatów, a już najwięcej jest ich na fajnym, staroświeckim targu, który odbywa się na jednym z większych placów starego miasta.
Dalszą jazdę utrudniają nam spore pagórki. Niebo od rana całe jest zachmurzone, ale deszcz nie pada. W Helmstedt mija nas najprawdziwsze, czerwone Ferrari. W tym samym mieście poznajemy się z kandydatami na burmistrzów, bo ich podobizny wiszą na każdym słupie :) Za Helmstedt robimy postój na cmentarzu (sic!). To jedyne miejsce w okolicy, gdzie znajdujemy ławeczki. Zaczepiają nas jacyś staruszkowie, którzy porządkują groby i coś pytają o wyprawę (początkowo myślałem, że będą dokonywać egzorcyzmów, lub co najmniej nas przepędzą gdzie pieprz rośnie). Zagaduje nas również zgraja chłopców, ale nie znają angielskiego, więc nie da się dogadać.
Później wychodzi słońce. Deszcz grozi nam, że zacznie padać, ale w końcu rezygnuje. Jazda wieczorem jest całkiem przyjemna, nie mamy na drodze dużych miast, tylko same pola, pełno wiatraków, łagodne wzgórza i rzędy drzew owocowych przy drogach. Pod wieczór mamy panoramę na cały Magdeburg, całkiem fajnie to wygląda, szczególnie z wybijającą się ponad wszystko katedrą.
Magdeburg zaczyna się dosyć dziwnie, bo raczej nie ma przedmieść z rzadko rozrzuconymi domami, lecz od razu stoją one raczej gęsto. Na szczęście udaje nam się znaleźć gospodarza z dużym ogrodem. W sumie to ogród i tak nam nie jest potrzebny, bo otrzymujemy na wyłączność pomieszczenie w ogrodzie - jest światło, prąd i dużo miejsca. Dach jest zrobiony z jakiegoś półprzeźroczystego tworzywa, a nad dachem jest olbrzymia, rozłożysta grusza. W nocy regularnie mnie będą budzić spadające z wybuchowym hukiem gruszki. Kolacji nie musimy robić, bo gospodarz przynosi olbrzymi gar pysznej zupy z cukinii. Mówi, że jego żona tego nie cierpi i on sobie sam to robi, a potem je przez tydzień (jest tego naprawdę dużo) - dlatego możemy sobie dokładać bez ograniczeń. Po podwórku pałęta się zwariowany kot polujący na wszystko co się rusza, a nawet na to, co się nie rusza. Po zjedzeniu hektolitrów zupy, mówimy sobie z gospodarzem "dobranoc" i idziemy spać.

ZOBACZ GALERIĘ



Dystans: 107.55km (razem 3939.12)
Czas jazdy: 7:12:19
Średnia prędkość: 14.92 km/h
Prędkość max: 42 km/h

poprzedni   następny