01 02 03 04 05 06 07 08 09 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44

Dzień 37
30.08.2003
Sobota
Start: 8:25

Składanie namiotu obserwuje zza ogrodzenia osioł gospodarzy. Zapowiedziano nam wieczorem, że osioł będzie ryczał, ale do tej pory nie spełniał pokładanych w nim oczekiwań. Dopiero na moje zaczepki odpowiedział serią dzikich ryków.
W Winterswijk robimy ostatnie w Holandii zakupy, a już w Niemczech znajdujemy fajne miejsce na olbrzymich położonych na ziemi pod dębami pniach i tam robimy sobie piknik. Przejeżdżający traktorami i rowerami ludzie z zaciekawieniem na nas spoglądają. Uwagę jakiejś pani zwraca suszący się namiot, ale zapewniam ją, że tu nie spaliśmy. Na niebie jest dużo chmur, ale jest i porządne słoneczko, a chmury to rozrzucone białe cumulusy.
Pogoda zmienną jest, wkrótce mamy chwilę naprawdę silnego deszczu, ale akurat robimy sobie postój pod drzewami na skraju lasu. Deszcz popaduje i ustaje. Na niebie dalej dominują malownicze cumulusy, chmury deszczowe gdzieś pouciekały. Trochę na naszej drodze pojawia się górek, pewna nowość po płaskiej sielance w Holandii.
Pod koniec dnia nie możemy się połapać w układzie dróg, bo jedziemy trochę na oko. Najpierw jeździmy tam i z powrotem, nie mogąc się zdecydować, który kierunek jest poprawny, w końcu robimy duże kółko, by wyjechać na głównej drodze jeszcze wcześniej niż gdy zaczęliśmy się zastanawiać, czy dobrze jedziemy.
Jako, że jest wieczór, próbujemy znaleźć nocleg, z czym mamy niejakie problemy, głównie dlatego, że w okolicy są jedynie rzadko rozrzucone farmy i na większości z nich nikogo nie zastajemy. W końcu na jednej farmie otrzymujemy błogosławieństwo na rozbicie namiotu przy olbrzymim polu rzadkich słoneczników. Noc naprawdę zimna, ale przynajmniej nie było miliarda komarów, jak dzień wcześniej.

ZOBACZ GALERIĘ



Dystans: 112.27km (razem 3533.68)
Czas jazdy: 7:55:19
Średnia prędkość: 14.17 km/h
Prędkość max: 36 km/h

poprzedni   następny