01 02 03 04 05 06 07 08 09 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44

Dzień 32
25.08.2003
Poniedziałek
Start: 9:15

Z rana trochę czasu zabiera pranie. Potem spożywamy tradycyjny doping (kaszkę dla niemowląt) i jazda. Już z rana zupełnie niepotrzebnie robimy bezsensowne kółko - zamiast po prostu przejechać przez barierki i zakaz ruchu, pojechaliśmy objazdem dla samochodów, nadrabiając 5km po to, by wyjechać 15m za znakiem. Czekamy, aż opuszczony zostanie most zwodzony, po czym wjeżdżamy do miejscowości Boom, gdzie robimy zakupy.
Po południu dojeżdżamy do Antwerpii. Robimy przerwę w parku koło terminalu promowego z widokiem na nieduży zamek, który stoi zaraz obok. Antwerpia jest bardzo ładna, na rynku i w wielu okolicznych uliczkach jest masa uroczych, kolorowych kamienic. Mam wrażenie, że w tym mieście jest wyjątkowo dużo knajp na starówce. Tak jak w większości miast holenderskiej części Belgii, przez które przejeżdżaliśmy, również i tu prawie wszystkie budynki są zrobione z ciemnoczerwonej cegły. Katedra wygląda na bardzo ciekawą, ale wstęp jest płatny (to jest skandal...). Pod katedrą uliczni grajkowie dają koncert. W sumie to powinienem ich nazwać raczej orkiestrą, bo widać, że musieli dużo ćwiczyć - około 15 osób perfekcyjnie odgrywa różne klasyczne kawałki. Po rynku spaceruje dookoła samotny facet z gitarą śpiewając smętne piosenki, ale też robi to w niezłym stylu. Pod Hiltonem - jednym z najdroższych hoteli w Beneluksie (a może i w całej Europie) na ławeczkach siedzi plejada miejscowych żuli pociągając mętnoczerwone napoje z butelek. Niezłe miejsce sobie obrali na swą bazę. Wyjeżdżając z miasta widzimy przeogromny port (trzeci pod względem wielkości na świecie).
Za Antwerpią czeka nas całkiem przyjemna jazda prostą drogą aż do granicy holenderskiej (która oczywiście jak zwykle jest tylko tabliczką informującą o zmianie kraju). Gdzieś w okolicy musi być jakaś balonowa impreza, bo znad horyzontu wylatują coraz to nowe balony w różnych kolorach. W Holandii jedzie się jeszcze lepiej niż w Belgii, bo są drogi rowerowe oddzielone od głównej szosy. O godzinie 20 zaczynamy szukać noclegu - znajdujemy go bez problemu. O dziwo, zostajemy przyjęci do bardzo ekskluzywnego ogrodu. Trawnik jest idealnie przycięty, dookoła wypielęgnowane krzaczki i drzewa. Dom też niczego sobie, szczególnie słomiany dach zwraca uwagę.
Nie zrobiliśmy dziś dużego dystansu, mimo płaskiej drogi praktycznie przez cały dzień. Głównym winowajcą był wiatr w twarz.

ZOBACZ GALERIĘ



Dystans: 81.53km (razem 3041.32)
Czas jazdy: 6:08:43
Średnia prędkość: 13.26 km/h
Prędkość max: 28 km/h

poprzedni   następny