01 02 03 04 05 06 07 08 09 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44

Dzień 31
24.08.2003
Niedziela
Start: 9:05

Gdy zaczynamy robić śniadanie, zjawiają się gospodarze i proponują poczęstunek, na co oczywiście się zgadzamy. Szczególnie warte uwagi były jajka zrobione jakimś dziwnym sposobem, nieznanym mi wcześniej. Ani to omlet, ani sadzone.
Wkrótce ruszamy w drogę do Leuven. Zaraz przed nami wyjechał również nasz gospodarz, który, jak się okazuje, również jeździ (sprzęt chyba dobry nawet na europejskie warunki - porządny Scott).
W Leuven podziwiamy głównie ratusz, jeden z najbardziej znanych w Beneluksie. Cała jego elewacja usłana jest misternymi rzeźbami. Obok jest również ładny kościół św. Pawła. Nieco dalej Oude Markt czyli Stary Targ, z pięknie odnowionymi kamienicami dookoła. Warto spędzić w Leuven trochę czasu spacerując po starym mieście. Zauważyłem, że samochody stoją głównie na parkingach podziemnych. Nie można tam wjeżdżać samochodami napędzanymi na gaz. Niebezpieczeństwo wybuchu? Opary? Nie wiem.
W holenderskiej części Belgii od razu zauważam o wiele więcej rowerzystów i ścieżek rowerowych. Teraz przypomina mi się, że we Francji nie widzieliśmy praktycznie ani jednego rowerzysty. Nie wiem czy to normalne, czy przez ten upał.
Przed Brukselą przejeżdżamy w okolicy lotniska - z tego powodu nad naszymi głowami przelatuje nisko pełno samolotów.
Brukselska starówka jest piękna - szkoda, że w samym centrum trwa impreza psująca klimat pięknego miasta (jakieś pitolenie po bębenkach z muzyką klasyczną w tle, szkoda gadać :)) Największe wrażenie robi rynek, który w połowie jest zasłonięty olbrzymią sceną. Szczególnie ładny jest "dom króla". Tym bardziej ładny wydał się, gdy później zobaczyliśmy pałac królewski - brzydką, bezbarwną budowlę. Podjeżdżamy również pod budynek Palais De Justis - olbrzymi budynek, robi wrażenie, choć nie jest wyjątkowo ładny (może przez to, że w remoncie). Na pewno warto zobaczyć katedrę. Przechodzę też obok Galerii Św. Huberta - zadaszonego pasażu z ekskluzywnymi sklepami z biżuterią i innymi drogocennymi towarami. Nie zaglądam do środka, bo odstrasza mnie zgraja typków stojących przy wejściu - wyraźnie widzę, że to kieszonkowcy.
Później udajemy się w okolice Europarlamentu, na którym już w maju 2004 będą musieli wymieniać tabliczki, aby umieścić nazwy parlamentu w ojczystych językach nowych członków Unii Europejskiej. Robię dużo zdjęć, bo szklany budynek parlamentu wygląda niezwykle efektownie ze względu na świetną pogodę - niebo jest wyjątkowo niebieskie.
Pod koniec naszej wizyty w belgijskiej stolicy udajemy się jeszcze do wielkiego parku, w środku którego stoi słynny atom wybudowany z okazji targów Expo w latach '20 zeszłego wieku. Dowiedziałem się tego oglądając wystawę zdjęć na parterze atomu. Później dowiedziałem się również, że wystawę obejrzałem nielegalnie, bo właściwie to już dostałem się do wnętrza atomu za darmo - wyszło to na jaw, gdy Paweł poszedł skorzystać z WC, które zauważyłem w środku i nie wpuszczono go, bo nie miał biletu. Dookoła atomu stoją pomalowane w przeróżne wzory krowy - każda inna (coś jak konie w Wiedniu).
Wkrótce opuszczamy Brukselę. Jedziemy dosyć wolno, mimo iż droga nie jest zła. Oczywiście jak zwykle powodem jest wiatr w twarz. Dopiero na tej wyprawie zauważyłem, jak znacznie potrafi spowolnić rower taki hamujący powiew.
Na miejsce noclegowe tym razem obieramy camping - olbrzymi kompleks wypoczynkowy zapełniony samochodami campingowymi, a nawet przyczepami umieszczonymi na stałe (nie wiem jaką przyjemność odnajdują ludzie spędzając urlop w takim osiedlu przyczep campingowych). Na tym olbrzymim terenie jest maleńki skrawek nędznej łączki przeznaczony dla namiotów. Korzystamy z darmowego zimnego prysznica (brrr!) i idziemy spać.

ZOBACZ GALERIĘ



Dystans: 86.78km (razem 2959.79)
Czas jazdy: 6:30:39
Średnia prędkość: 13.33 km/h
Prędkość max: 39 km/h

poprzedni   następny