01 02 03 04 05 06 07 08 09 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44

Dzień 28
21.08.2003
Czwartek
Start: 9:10

Gdy jemy śniadanie, zagaduje nas gospodarz - opowiada, że cieszy się z wysokiej renty, bo może poświęcać wolny czas rzeźbiarstwu. W ogrodzie i dookoła domu stoi pełno niedużych rzeźb psów, świnek i ludzi - dziadek chyba faktycznie poświęca temu dużo czasu. Na drogę dostajemy PRAWDZIWE jabłka. Świetne, kwaśne jabłka - to nie to samo co takie z supermarketów!
Po 15km jazdy po porządnych pagórkach w umiarkowanej temperaturze dojeżdżamy do centrum Luksemburga - nasza siódma stolica! Zwiedzamy między innymi wystawę fotografii o historii miasta. Luksemburg nie wygląda na stolicę, przypomina statystyczne, nieduże, średnio zabytkowe miasteczko w dowolnym państwie rozwiniętym.
Po wyjeździe z miasta czeka nas naprawdę porządny podjazd pod górę i - jako nagroda - długi zjazd ocienionym lasem. W jednym z miasteczek robimy przerwę na ławce w cieniu i ze zdziwieniem odkrywamy wyryty w ławce napis "TU BYWAM OD 3 LAT". Pochodzenie niewiadome...
Cały dzień to jazda po porządnych górkach, nie wydawało mi się, że to aż tak pofałdowany kraj. Boczne drogi bywają w gorszym stanie niż najgorsze polskie wiejskie drogi - czyli nie jest u nas aż tak źle! :) Mijamy bardzo dużo białych wiatraków produkujących energię elektryczną. Wieczorem przejeżdżamy obok gigantycznej wieży Radia Luksemburg. Nie udało mi się odnaleźć informacji, jakiej jest wysokości, ale gdy założyliśmy, że każdy pomalowany osobno segment ma 10m, musiałaby mieć ponad 300m wysokości!
Zaczynamy szukać noclegu. Pierwsza próba - nieudana. Druga próba robi nam nadzieję. Przed farmą spotykamy niskiego człowieczka. Charakterystyczne rysy twarzy wskazują, że może być upośledzony. Mimo wszystko próbuję z nim rozmawiać. Wygląda na to, że rozumie niemiecki - na wszystkie pytania odpowiada twierdząco, ale nie jesteśmy pewni, czy możemy ufać takiemu dziwnemu człowieczkowi więc czekamy na kogoś innego. W końcu wychodzi z budynku blondyn, któremu krótko tłumaczę po niemiecku o co chodzi. Na to pytanie on wypala do tego pierwszego po polsku: "Oni pytają czy mogą cię tu przyspawać". Pokładamy się z Pawłem ze śmiechu i tłumaczymy blondynowi, że rozumiemy po polsku. Przy takim obrocie rzeczy Polak stwierdza, że możemy poczekać na gospodarza, który jest nieobecny, ale który z pewnością pozwoli nam na nocleg. Przy okazji straszy jeszcze tego pierwszego, że jesteśmy Chorwatami. Tamten się przestraszył - okazuje się, że pochodzi z Jugosławii, więc nie dziwne są jego obawy przed znienawidzonym przez Serbów narodem. Ściemnia się już, więc nie na rękę jest nam półgodzinne oczekiwanie. W tej sytuacji blondyn poleca nam pobliskie pole namiotowe, na którym właściciele pojawiają się tylko raz dziennie, co pozwala uniknąć opłat przy odjeździe rano. Dwa campingi mają znajdować się w następnej miejscowości, ponoć 400m stąd. Decydujemy się skorzystać z pola namiotowego, wyruszamy w drogę. Jak się okazuje, podróżującemu samochodem 400m a 2,5km nie robi różnicy (bo taka była faktyczna odległość następnej miejscowości). A pola namiotowego nie znajdujemy, mimo iż szukamy intensywnie. Nawet są drogowskazy kierujące na camping, ale są niejasne. W końcu zrezygnowani wybieramy sobie fajne miejsce na łące za krzakami niedaleko drogi na dziki nocleg. Paweł po ciemku rozbija namiot, a ja wracam do wsi, napełnić butelki wodą.
Późnym wieczorem spożywamy kolację. Z dala od miasta i wszelakiego oświetlenia jest świetna widoczność na niebo - widać miliardy gwiazd.

ZOBACZ GALERIĘ



Dystans: 95.01km (razem 2705.24)
Czas jazdy: 8:03:25
Średnia prędkość: 11.79 km/h
Prędkość max: 54 km/h

poprzedni   następny