01 02 03 04 05 06 07 08 09 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44

Dzień 26
19.08.2003
Wtorek
Start: 9:00

Przed wyjazdem wypijamy kawę z gospodynią. Reszta ludzi albo już wybyła gdzieś do pracy albo śpi. Otrzymujemy listę miejscowości, przez które prowadzi najkrótsza trasa do Reims, wymieniamy się adresami i wyruszamy. Pogoda jest niczego sobie. Pierwszy etap trasy to jazda pod górę przez Chatillon, dalej pod górę przez las. I dobrze, że tyle się pod górę wywspinaliśmy, bo mamy piękne widoki. Wszędzie są winnice. Miejscowości są rzadko rozrzucone po pofalowanym pustkowiu. Co kilka kilometrów mijamy cmentarze wojenne, na których zazwyczaj znajduje się kilka tysięcy identycznych białych krzyży lub tablic nagrobnych. Malowniczo to wygląda, choć przykro myśleć o takich ilościach zmarłych żołnierzy. Cmentarze są zazwyczaj podzielone narodowościami - brytyjskie, francuskie, włoskie... Pochodzą głównie z I wojny światowej.
Około południa lądujemy w Reims. Rozkładamy się w parku zaraz pod przeogromną katedrą, w której koronowano francuskich królów. Chyba największy kościół, który kiedykolwiek widziałem. W oknach znajdują się gigantyczne witraże - w przyciemnionym wnętrzu wygląda to pięknie. Przed kościołem muzyk gra na instrumencie podobnym do akordeonu, ale mającym inny dźwięk i bardziej polifonicznym - w repertuarze ma między innymi "Adaggio na organy i smyczki" Tommaso Albinoniego, mój ulubiony klasyczny kawałek. Miasto Reims jest bardzo ładne, choć trudno wyodrębnić jakieś konkretne warte odwiedzenia miejsca oprócz katedry. Może spędziliśmy tam za mało czasu.
Dalej jedziemy przez rolnicze tereny. Wychodzi słońce, ale temperatura utrzymuje się na poziomie 20°C więc jedzie się świetnie.
15km za Vouziers znajdujemy miejsce na nocleg w olbrzymim bezdrzewnym ogrodzie. Namiot rozkładamy przy przepełnionym plastikowym basenie. Wesoło byłoby gdyby się przewrócił i cała woda spłynęłaby do namiotu. Gospodarze zapraszają nas na kolację - pan zna trochę słów po angielsku, pani po niemiecku i to pozwala nam się dogadywać. Częstują nas pysznymi serami pleśniowymi, które przywieźli z wakacji w Masywie Centralnym - podobno tamtejsze specjały. Oprócz tego pijemy 3-letnie Bordeaux i zjadamy porządną kolację. Momentami nawet zaczynamy się porozumiewać po francusku, a Paweł korzysta z papieru i pisze gospodarzom coś, żeby lepiej zrozumieli.
Czeka nas zimna noc. Basen nie stracił równowagi.

ZOBACZ GALERIĘ



Dystans: 108.93km (razem 2506.51)
Czas jazdy: 7:41:17
Średnia prędkość: 14.16 km/h
Prędkość max: 44 km/h

poprzedni   następny