01 02 03 04 05 06 07 08 09 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44

Dzień 25
18.08.2003
Poniedziałek
Start: 10:15

W nocy obficie pada deszcz - w efekcie wiele rzeczy moknie, m.in. namiot i kawałek śpiwora, który nieopatrznie przytknąłem we śnie do ścianki namiotu. Jemy śniadanie w namiocie - robimy to dosyć leniwie, bo deszcz wciąż pada obficie. W trakcie tej ulewy natura nagle sobie o mnie przypomina. Ba, przypomina to mało powiedziane. Wyrywa mnie z namiotu tak jak jestem - w środku ulewy oddaję naturze, to czego chciała :)
Gdy deszcz ustaje wyruszamy w drogę. Ponura pogoda, złowieszcze chmury i jazda po pagórkach. Po południu wjeżdżamy do Szampanii (Champagne) - ojczyzny prawdziwego szampana. Pojawiają się lasy, a pagórki są wyraźniejsze. Mamy bardzo ładną widokową trasę - widzimy w dole dolinę rzeki Marne, a otaczają nas zbocza w całości gęsto porośnięte szampanem, znaczy się winoroślą :)
Odpoczywamy w lesie nad źródełkiem - postanawiam wykorzystać okazję do umycia zębów [żeby nie było - źródełko spływa do jakiegoś kanału, nie zatruwam środowiska toksyczną pastą!]
Późnym popołudniem rozjaśnia się i wychodzi słonko. Dojeżdżamy do Chatillon-sur-Marne, miejscowości na wzgórzu, gdzie szukamy noclegu. Praktycznie w każdym domu produkuje się szampana i inne trunki. Po trzech próbach znajdujemy gospodarzy. Albo oni znajdują nas. Niezbyt rozumieją język angielski i chyba nie załapali, że chcemy się rozbić w ich ogrodzie. Zbiegają się wszyscy sąsiedzi i próbujemy dojść do porozumienia w różnych językach, wśród których dominuje migowy. W końcu nasi gospodarze wpadają na pomysł, że możemy się rozbić w ogrodzie. Ufff... Rodzina, u której gościmy to właściwie dwie rodziny, jest tu co najmniej 8 osób. Gdy zabieramy się za rozbijanie wciąż mokrego namiotu, gospodarz proponuje nam obejrzenie sutereny służącej jako magazyn. Jesteśmy pomieszczeniem zachwyceni. Udostępniają nam materace, mamy prąd - dla nas to pięć gwiazdek! W dodatku jesteśmy zaproszeni na kolację - przeróżne rzeczy z grilla. Towarzyszy nam wielki basset żebrzący o jedzenie. Cały czas rozmawiamy z ósemką gospodarzy, ale w ciągu ponad godziny rozmowy udaje nam się odpowiedzieć może na dziesięć pytań. Wszystko z powodu bariery językowej. Poza tym ci ludzie są tak niezgodni, że nawet w swoim języku nie mogą się dogadać, o co chcą spytać :) Ich nieznajomość języka jest o tyle dziwna, że w naszej suterenie znaleźliśmy książkę z ćwiczeniami z języka angielskiego, dosyć zaawansowanymi i ładnie wypełnionymi. Odpowiadamy gospodarzom na standardowe pytania, równocześnie jesteśmy raczeni miejscowymi specjałami - młodym szampanem i jakimś świetnym destylatem. W sumie to dosyć dużo tego wypijamy, bo musimy spróbować wszystkiego i gdy wracamy do naszego miejsca spania, kręci mi się już trochę w głowie.

ZOBACZ GALERIĘ



Dystans: 99.47km (razem 2397.58)
Czas jazdy: 6:56:16
Średnia prędkość: 14.33 km/h
Prędkość max: 49 km/h

poprzedni   następny