01 02 03 04 05 06 07 08 09 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44

Dzień 24
17.08.2003
Niedziela
Start: 5:30

Pobudka o godzinie 4:45 - lepiej wstać wcześnie i uniknąć spotkań z osobnikami wyprowadzającymi psy. Zwijamy się i po 45 minutach zasuwamy już na rowerach w kierunku wyjścia z parku. Dojeżdżamy do wyjścia, które jest zamknięte. Jedziemy do drugiego wyjścia, które również jest zablokowane. Jak się okazuje, park jest zamykany późnym wieczorem, a otwierany o 7 rano. Nie pozostaje nam nic innego jak... przerzucić rowery i własne ciała przez płot. Zdejmujemy wszystko z rowerów, ja przechodzę na drugą stronę i odbieram wszystko od Pawła. W międzyczasie ktoś dziwnie spogląda z przejeżdżającego samochodu. Gdy już jesteśmy na wolności, zakładamy wszystko na rowery i jazda. Wciąż jest ciemno, kierujemy się do centrum Paryża. Średnio się czuję, bo głodny i nie wyspany. Rozkładamy się na ławce obok wesołego miasteczka w pobliżu Luwru i tu spożywamy szybkie śniadanie, po czym jedziemy na godzinę 8 do kościoła. Ksiądz wyraża oburzenie spotkaniem dzień wcześniej z grupką Polaków na schodach. Pewnie ci sami, co z nami rozmawiali.
Dziś nie świeci słońce tak jak wczoraj. Udajemy się ponownie do Montmartre i tutaj pojedynczo robimy spacer po dzielnicy. Bardzo przyjemne miejsce - kafejki, pochyłe uliczki (nawet bardzo pochyłe). Od czasu do czasu między kamienicami jest brukowany plac z dziwną fontanną z wodą pitną, drzewami i ławkami. Przy jednym z takich placów się rozsiadamy. Zaczepia nas dwóch dziwnie ubranych chłopaków w podobnym wieku, też jakoś podróżujących - gorąco popierają nasz sposób przemieszczania, jako nie szkodzący naturalnemu środowisku.
Około południa na jakiś czas wychodzi słońce, a my odwiedzamy inne ciekawe miejsca - katedrę Notre Dame (większe wrażenie zrobiła na mnie bazylika Sacre Coeur), Sorbonę, Panteon, Centre Georges Pompidou, Instytut Świata Arabskiego (polecam, można pooglądać telewizję arabską, kupić przedmioty pochodzące z bliskowschodnich krajów - samowary, kilimy i inne dziwactwa, obejrzeć galerię sztuki artystów z tamtej części świata), nowoczesny gmach opery Bastille (w okolicy jest jakiś zmasowany protest rolkarzy i deskorolkarzy - bardzo dużo ich tutaj) oraz plac De Vosges.
Po południu wyjeżdżamy z Paryża - bardzo męcząca sprawa. Jedziemy głównie drogami dwupasmowymi (a nawet szerszymi), bardzo szybko śmigają samochody. Kilka razy mija nas dwóch śmiesznych wrzeszczących i trąbiących gości na skuterku. Dużo samochodów pozdrawia nas klaksonami. Im dalej od centrum tym brzydsze zabudowania, wszystko jest gęsto zabudowane i jedzie się nieprzyjemnie. W pewnym momencie robi się droga samochodowa i nie ma za bardzo co zrobić. Kilka kilometrów nią jedziemy, samochody zasuwają jak zwariowane. Po jakimś czasie zjeżdżamy i robimy przerwę nad rzeką - trochę odsypiamy krótką noc na trawie.
Dalej jedziemy jakimiś polami, słońce zniża się nad horyzont. Bardzo fajnie wreszcie odpocząć od olbrzymiego miasta. W jakiejś wsi dwa razy pytamy o nocleg, ale w końcu decydujemy się spać nad rzeką Marne, jest fajna polana, na której ktoś robi grilla. Rozkładając namiot i robiąc sobie posiłek mimowolnie podsłuchujemy rozmowy dwóch grillujących rodzin. Okazuje się, że to jacyś lokalni Polacy, mówią zarówno po francusku jak i po polsku. Gdy któreś z dzieci nie chce czegoś zjeść, nasz uroczy rodak, ojciec rodziny wygłasza okraszoną łaciną przemowę z jakimi on głupolami musi żyć, twierdzi, że żyły wypruwa i jest nieszczęśliwy (delikatnie mówiąc). Na nikim z tamtych ludzi nie robi to wrażenia, chyba są przyzwyczajeni. Gdy się ściemnia grillowicze się zmywają, a my idziemy spać.

ZOBACZ GALERIĘ



Dystans: 85.03km (razem 2298.11)
Czas jazdy: 6:13:53
Średnia prędkość: 13.64 km/h
Prędkość max: 37 km/h

poprzedni   następny