01 02 03 04 05 06 07 08 09 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44

Dzień 23
16.08.2003
Sobota
Start: 8:05

Przejeżdżamy 15km do Carrefoura, w którym robimy zakupy. Przed sklepem się posilamy i ruszamy do centrum Paryża. Droga prowadzi nas tunelem pod lotniskiem Orly - ląduje i startuje pełno samolotów. Niedługo potem po raz pierwszy widać wieżę Eiffela górującą nad miastem. Wjeżdżamy do ścisłego centrum. Moje pierwsze spostrzeżenie to fakt, iż większość, przeważająca większość budynków to pięknie odnowione kamienice w różnych stylach. Niewiele jest budowli nowoczesnych, przez co miasto ma swoją przytulną atmosferę. Wszędzie jest dużo zieleni, szczególnie platanów, które oprócz kory tracą liście sprawiając wrażenie, że to już jesień. Robimy postój pod wieżowcem Tour Montparnasse - odwiedzam kawiarnię na 56 piętrze. Kupuję herbatę za ponad 4 Euro i robię masę zdjęć z panoramą francuskiej stolicy. Miasto jest białe. Wszystkie budynki są utrzymane w jasnej tonacji sprawiając takie wrażenie. To niezwykłe uczucie widzieć równocześnie te wszystkie miejsca, które dwa miesiące wcześniej oglądało się tylko w przewodnikach. Herbata - tradycyjnie earl grey - jest świetna. Podana w iście snobistycznym stylu :) Zawiodłem się trochę na prędkości windy - myślałem, że bardziej wytrzęsie moje wnętrze :) Ale zasuwała nieźle, około dwóch pięter na sekundę. Paweł był w Paryżu już wiele razy więc nie korzysta z tej okazji spojrzenia na miasto z góry.
Robimy kilka zdjęć z Pałacem Inwalidów, po czym udajemy się pod wieżę Eiffela. Kolejki są olbrzymie, a cena wysoka, więc decyduję się nie wjeżdżać na górę. W końcu podobny widok miałem z wieżowca. W parku w okolicy Pól Marsowych robimy sobie przerwę obiadową. Później udajemy się w okolicę słynnego łuku triumfalnego, który jest większy niż mi się wydawało. Przejeżdżamy przez rondo Charlesa De Gaulle'a - nie obowiązuje na nim ubezpieczenie, ponoć jest to najniebezpieczniejsze rondo świata. Całkiem możliwe, nie ma na nim wymalowanych pasów i ruch odbywa się dosyć dowolnie. Pod łukiem triumfalnym wyrastają spod ziemi panowie policjanci - stwierdzają, że tu nie wolno na rowerach (turyści dostają się tam przejściem podziemnym), więc ponownie przejeżdżamy przez rondo i udajemy się do dzielnicy La Defense - słynnego skupiska supernowoczesnych wieżowców. Stanowi to ciekawą odskocznię od raczej staroświeckiego Paryża. Mijamy kilka fajnych, rozległych systemów fontann, w których paryżanie moczą nogi. W okolicy nowoczesnego Łuku Triumfalnego La Defense robię wiele zdjęć, między innymi z ciekawym pomnikiem olbrzymiego kciuka. Z La Defense jest ładny widok w kierunku Łuku Triumfalnego przez Pola Elizejskie.
Wracamy do centrum Paryża - chodzę trochę po podziemiach Luwru, do samego muzeum nie zaglądam, bo zajęłoby to stanowczo za dużo czasu. Pod Luwrem zagadują nas Polacy i wypytują o wyprawę. Paweł odnajduje polski kościół, w którym już kiedyś był - sprawdzamy sobie godziny mszy świętych na następny dzień. Na schodach kościoła spotykamy grupkę rodaków. Rozmawiamy z nimi trochę - wstyd mi, że tacy ludzie są Polakami. Są średnio trzeźwi, jednemu z ust wylewa się coś na schody kościoła i wszyscy swój język gęsto ubarwiają polską odmianą łaciny.
Późnym popołudniem odwiedzamy jeszcze dzielnicę Montmartre. Mijamy sklep Collignona znany z świetnego filmu "Amelia". Robimy sobie przerwę w okolicy Moulin Rouge, zagaduje nas kobieta z Holandii i inni ludzie. W Paryżu nasza obecność wzbudza jakieś wyjątkowe zainteresowanie. Wjeżdżamy na szczyt, na którym znajduje się bazylika Sacre Coeur. W środku znajduje się gigantyczna mozaika przedstawiająca Jezusa, robi wrażenie. Opuszczamy Montmartre w kierunku oddalającym nas od centrum - chcemy znaleźć miejsce na nocleg. W Saint Denis podjeżdżamy pod stadion. W tej okolicy zaczynamy pytać w domach o miejsce na namiot. Już na początku prawie się zgadzają, ale wyjeżdżają na noc i boją się nas zostawić. W pewnym momencie samochód z trzema ciemnoskórymi Francuzami mijając nas zatrzymuje się i wypytuje nas o wyprawę. Odjeżdżają, po czym po chwili wracają i towarzyszą nam jadąc z prędkością rowerów i rozmawiając z nami, równocześnie blokując całą drogę. Miłe są takie spotkania, wszyscy się nami interesują, ale jak przychodzi co do czego to nas zbywają... Szukamy do późnego wieczora i niestety nikt nas nie przyjmuje. Czasem jesteśmy powodem niezłej szopki - wychodzą wszyscy ludzie z okolicznych domów, najpierw w poszukiwaniu kogoś, kto mówi po angielsku, a później w celu umówienia, gdzie najlepiej nas posłać... Niektóre dzielnice składają się z ruder, na ulicach leżą wraki samochodów, trochę strach przez nie jechać. Inne zamieszkane są w całości przez czarnych. Jeszcze ok. 22:00 robią nam nadzieję na przyjęcie, ale po ponad 20 próbach decydujemy się jechać do wielkiego parku, który wcześniej mijaliśmy. Wjeżdżamy do parku i znajdujemy strategiczne płaskie miejsce w krzakach na wzgórzu, gdzie nie powinien nas nikt znaleźć. Rozbijamy namiot i idziemy spać w towarzystwie ryku samolotów, które lądują na pobliskim lotnisku De Gaulle'a.

ZOBACZ GALERIĘ



Dystans: 77.44km (razem 2213.08)
Czas jazdy: 6:19:33
Średnia prędkość: 12.24 km/h
Prędkość max: 35 km/h

poprzedni   następny