01 02 03 04 05 06 07 08 09 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44

Dzień 15
08.08.2003
Piątek
Start: 9:05

Gospodyni rano częstuje nas mlekiem i konfiturami - już zapomniałem jak takie rzeczy smakują... Jedziemy do Rapperswil - ładne miasteczko. Wjeżdżamy na wzgórze z kościołem i oglądamy panoramę dachów pokrytych jednokolorowymi dachówkami. W tle lśni Jezioro Zurychskie. Zaglądamy na cmentarz z nagrobkami o przedziwnych kształtach, a także do kościoła.
Jazda wzdłuż Jeziora Zurychskiego jest dosyć monotonna, ponieważ prowadzi główną drogą, cały czas w pewnej odległości od jeziora. Nie bez znaczenia jest też fakt, że jest dosyć gorąco, ale dzisiaj jakoś mi to nie dokucza. Nigdzie nie widać sklepów, a jak się jakiś pojawi, to jest zamknięty. Gdy gorąco zaczyna naprawdę przeszkadzać w jeździe, zjeżdżamy nad jezioro i leniuchujemy mocząc nogi. Dużo tubylców przychodzi tutaj odpocząć, poczytać gazetę.
Po jakimś czasie dojeżdżamy do Zurychu. Jezioro wcina się w samo centrum miasta, jest tutaj port jachtowy. Budynki są zadbane, hotele wyglądają jak pałace. Ogólnie - ładnie tutaj. Rozkładamy się w małym, przyjemnym parku na wzgórzu z widokiem i pojedynczo zwiedzamy miasto. Gdy Paweł wyrusza w głąb miasta z aparatem, do parku przychodzi grupka interesujących młodych ludzi, może ciut starszych od nas. Ćwiczą żonglerkę i inne podobne sztuki, jak wymachiwanie metalowymi kulami na długim łańcuchu. Później ja idę pochodzić po mieście. Zurych sprawia wrażenie, jakby miał dwa stare miasta - po dwóch stronach rzeki (lub odnogi jeziora?). Większość dróg na starówce jest stroma. Wszędzie pełno jest sklepów z zegarkami, biżuterią, antykami i innymi luksusami. Są też takie ciekawe miejsca jak kilkusetletnia wytwórnia dzwonków. Gdzieś zaczepia mnie człowiek wyglądający na Hindusa, twierdzący, że jest "a very lucky man" i może mi wywróżyć przyszłość. Na dowód przedstawia mi wytarte ksero jakiejś wizytówki. Nie korzystam z tej niezwykle kuszącej oferty :) Wszystko tu jest bardzo drogie, nie bez powodu mówi się o Zurychu jako o najdroższym mieście Europy.
Zbliża się tu chyba jakiś festiwal, bo w pobliżu jeziora rozstawione są dziwne płoty, a w centrum miasta biwakują setki osób. Wyjeżdżając z Zurychu natrafiamy na sklep. Jest dużo drożej niż w Austrii, ale jeść trzeba. Mimo wszystko spodziewałem się, że będzie jeszcze drożej, więc nie narzekam :) Robiąc zakupy natykam się na Żyda w jarmułce, który prosi mnie o pomoc. Nie wie jak obsłużyć wagę drukującą nalepki z ceną na owoce i warzywa. Pokazuję mu jak to działa na przykładzie pomidorów. Zwrócił się do najwłaściwszej osoby, w końcu z Pawłem mamy w małym palcu obsługę wszelkich rodzajów wag w supermarketach w kilku krajach :)
Czeka mnie niemiłe rozczarowanie. Wcześniej umknęło mojej uwadze, że czeka nas podjazd na przełęcz Albis Pass (791m n.p.m.). Nie chce mi się, ale co zrobić :) Jazda pod górę dłuży się. Po pewnym czasie zza drzew wyłania się widok na Zurych i jezioro - miła nagroda. Ale jeszcze milsza nagroda to kamienna wanna ze źródlaną wodą na szczycie. Takie wanny z wiecznie cieknącym kranikiem z czystą, zimną wodą są typowe dla Szwajcarii i nasze uzupełnianie zapasów napojów następuje praktycznie tylko przy tych kamiennych wannach. Najmilszą nagrodą jest jednak zjazd! Gdybym miał oceniać podjazd, powiedziałbym, że miał więcej niż te 400m przewyższenia, ale zjazd również wydał mi się nadzwyczajnie długi, więc rachunki zostały wyrównane. Podczas naszego zjazdu zaczęło zachodzić słońce więc w pierwszej napotkanej większej osadzie szukamy noclegu. Trochę mamy problemy, bo kilku ludzi odsyła nas na boisko (nie wiem czemu mają taką manię - w każdym kraju to robią), poza tym jakaś wieloosobowa rodzina spaceruje w okolicy więc głupio nam tak w obecności gapiów pytać. Decydujemy się jechać jeszcze dalej i zjeżdżamy na farmę - świetny pomysł. Farmy to najlepsze w Szwajcarii miejsca na nocleg dla takich jak my. Jest tu dziewczyna w podobnym wieku więc łatwiej rozmawiać. Dostajemy miejsce na namiot, własną łazienkę z ciepłą wodą i kilka kotów. Koty trochę rozrabiają, włażą do namiotu. Początkowo się nas bały, ale wkrótce się na tyle oswoiły, że ciężko się było opędzić :)
Zasypiamy przy akompaniamencie owczych dzwonków.

ZOBACZ GALERIĘ



Dystans: 92.04km (razem 1430.81)
Czas jazdy: 6:36:29
Średnia prędkość: 13.92 km/h
Prędkość max: 52 km/h

poprzedni   następny