01 02 03 04 05 06 07 08 09 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44

Dzień 11
04.08.2003
Poniedziałek
Start: 8:55

Rano ruszamy drogą rowerową wzdłuż rzeczki, poruszamy się całkiem szybko. Po ok. 8km robimy przerwę na zakupy w supermarkecie w miejscowości Fügen. Gdy pozostała dwójka jest w środku, coś każe mi spojrzeć na mapę. Odkrywam lukę w naszym planie. Jedziemy wzdłuż złej rzeczki - powinniśmy jechać wzdłuż RZEKI Inn. Nie ma co jęczeć - pomyłki są wpisane w los cykloturysty. Musimy zawrócić, bo ta droga prowadzi w góry czyli - przełożywszy na język sakwiarza - do nikąd. Po wyjechaniu na główną drogę, kilka kilometrów siedzimy na ogonie traktorowi jadąc wygodnie ze stałą prędkością 25km/h. Do Innsbrucka jedziemy już bez pomyłek, jadąc - z braku alternatywy - główną drogą i mając po obu stronach prawie trzytysięczne pasma górskie. W Innsbrucku organizujemy z Pawłem napad na informację turystyczną i triumfalnie wychodzimy ze zdobyczą - mapką tras rowerowych wzdłuż rzeki Inn. W centrum przejeżdżamy przez starówkę - przyjemna, aczkolwiek nie jest rozległa, ale nie znajdujemy miejsca do siedzenia. Co za bezczelne miasto... Nie dajemy się naciągnąć na krzesełka w drogich kawiarniach i przejechawszy przez tutejszy łuk triumfalny, wyjeżdżamy z centrum. Rozsiadamy się w okolicy uniwersytetu i napełniamy żołądki. Później wracamy jeszcze na starówkę i trochę się szwędamy. Słynny Złoty Dach nie zachwyca. Być może coś pominęliśmy, ale miasto nie sprawia na nas wielkiego wrażenia. No, może poza jednym - widok z okolic łuku triumfalnego i głównej ulicy w kierunku gór jest świetny. To wspaniałe, móc z centrum tak dużego miasta widzieć góry. Takie nasze Zakopane, tylko na większą skalę. Jedziemy dalej wzdłuż rzeki. Za Innsbruckiem nad naszymi głowami przelatuje kilka lądujących samolotów, gdyż droga rowerowa wiedzie wzdłuż płotu dookoła lotniska. Jest taki upał, że nie możemy się z Pawłem powstrzymać przed kąpielą w lodowatej wodzie rzeki Inns. Podejrzewam, że nie miała nawet 10°C. Posuwamy się nawet do tak niezrozumiałych działań jak organizacja zawodów w zanurzeniu w mrożącej krew w żyłach wodzie na czas. Niestety przegrałem :) Ale oboje wytrzymaliśmy kilkadziesiąt sekund. Do końca dnia mamy jazdę w miarę płaskim terenem, cały czas wzdłuż Inns. Nocleg "na gospodarza" znajdujemy za pierwszym razem - namiot rozbijamy na polu naprzeciw domu. Pole nie jest ogrodzone, przez co stajemy się celem pielgrzymek miejscowych dzieci. Nie zwracając na nie uwagi zjadamy kolację i idziemy spać.

ZOBACZ GALERIĘ



Dystans: 101.58km (razem 1104.55)
Czas jazdy: 6:38:09
Średnia prędkość: 11.63 km/h
Prędkość max: 41 km/h

poprzedni   następny