01 02 03 04 05 06 07 08 09 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44

Dzień 8
01.08.2003
Piątek
Start: 9:30

Rano już raczej nie pada. Najpierw jedziemy przez nieduże miejscowości, a później wśród lasów nad brzegiem Dunaju. Dojeżdżamy do Wels, gdzie jemy śniadanie i robimy zakupy. Miasto zapowiadało się ciekawie, ale nie dostrzegliśmy tu nic interesującego. Mamy jechać dalej jakąś drogą rowerową. Adam zniknął zaraz po wyjeździe z centrum. Niestety po raz kolejny na wyprawie popełniamy błąd pod tytułem "zaufanie Pawłowemu instynktowi geograficznemu". Co prawda kierunek jest dobry, ale jedziemy paskudną błotnistą ścieżynką, nierówno wyłożoną kamieniami różnych kształtów. Byłoby to do zaakceptowania, gdyby jeszcze nie trzeba było przenosić ciężarnych rowerów nad kłodą znajdującą się ponad 0,5m powyżej powierzchni ziemi, co nie jest łatwym zadaniem dla dwóch takich chudzielców jak ja i Paweł :)
W końcu wybieramy jakiś asfalt i kierując się wyczuciem Pawła, tym razem na szczęście docieramy do Lambach, gdzie odnajdujemy Adama. Dalej jedziemy razem, ale nie przeszkadza nam to, aby ponownie się zgubić. Gdzieś w tej okolicy Adam złapał ponownie gumę. Zazwyczaj staramy się jechać wzdłuż rzek więc i tym razem próbujemy uskutecznić nasz zwyczaj podążając wzdłuż niedużej rzeczki. Droga najpierw staje się gruntowa, następnie trawiasta, a w końcu krzaczasta i nigdzie nie zajedziemy... Wracamy więc do punktu wyjścia i jedziemy asfaltem porządnie pod górę. Zaczynają się wyraźne pagórki - w górę, w dół, w górę, w dół... Towarzyszy nam piękna słoneczna pogoda. Przynajmniej mało samochodów i przyjemne widoki. Najpierw na zielone łąki, później na rozległe pola kukurydzy, a w końcu wyłaniają się na horyzoncie naprawdę porządne góry. Adam łapie w spodenki jakąś osę, czego rezultatem jest użądlenie. W sumie więcej jest podjazdów niż zjazdów - w efekcie lądujemy na płaskowyżu pokrytym pastwiskami i lasem iglastym - wygląda na to, że w okolicy nie ma nic wyższego więc po jakimś czasie dojeżdżamy do poważnego zjazdu do miejscowości Lenzing. W międzyczasie niebo zasnuło się chmurami. Droga rowerowa prowadzi między terenami potężnych zakładów przemysłowych "Lenzing AG". Wkrótce dojeżdżamy do jeziora Attersee, dalej jedziemy główną drogą wzdłuż zbiornika z zachęcająco niebieską wodą. Chwilami nieco kropi. Zjeżdżamy gdzieś na bok w poszukiwaniu noclegu, ale po pięciu próbach wybieramy camping. Przeżywamy niezwykle emocjonującą kąpiel pod zimnym prysznicem - za ciepły pobierane są wysokie opłaty. Głowy myjemy potem nad umywalkami, gdzie za darmo płynie ciepła woda :)
Spożywamy zupki i inne dania, piszemy kartki pocztowe i idziemy spać.

ZOBACZ GALERIĘ



Dystans: 95.06km (razem 605.28)
Czas jazdy: 6:50:00
Średnia prędkość: 13.91 km/h
Prędkość max: 53 km/h

poprzedni   następny