01 02 03 04 05 06 07 08 09 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44

Dzień 7
31.07.2003
Czwartek
Start: 8:40

Jazda Donauradweg... Niby monotonna, a jednak ciągle coś się zmienia. Nie zostały z niej wspomnienia gorsze niż z pięknych alpejskich ścieżek. Dzisiejszy dzień stoi pod znakiem jazdy przez małe rolnicze miejscowości, które - gdyby nie szeroka wstęga Dunaju i trochę nowoczesności - możnaby wziąć za polskie.
Każdy jedzie swym tempem. Na dzisiejszym odcinku trasa Donauradweg jest słabo oznakowana, co powoduje kilkukrotne mylenie drogi. Do tego stopnia, że w pewnym momencie spotykamy się z Pawłem na skrzyżowaniu, ale... nadjechawszy z zupełnie różnych stron! Trochę tłumaczy to fakt, że byłem na tym skrzyżowaniu po raz drugi... no comments ;) Ja myśląc, że pogubiłem drogę (jak się później okazało, jechałem dobrze), wróciłem się inną drogą, natomiast Paweł myśląc, że ja tam gdzieś siedzę z przedziurawioną dętką, zawrócił aby mnie odnaleźć. Dalej jechaliśmy już razem. Zdenerwowani fatalnym oznakowaniem trasy postanawiamy dalej jechać w kierunku Linzu drogą krajową nr 1... To dopiero był błąd... Dojechać - dojechaliśmy, ale przez kolejne kilkanaście kilometrów ciężarówki i wszelkie inne pojazdy śmigały obok nas w niedużej odległości. O tyle dziwne, że zazwyczaj kierowców bardzo krępowała nasza obecność na drodze.
W pewnym momencie przed nosem wyrósł nam tunel ze ślicznym znakiem zakazującym wjazdu sympatycznym jednośladom. Cóż... Skręcamy w prawo kierując się instynktem i wjeżdżamy w jakieś osiedle na górze. Przedzieramy się między blokami i wkrótce wyjeżdżamy na drogę prowadzącą do centrum. W pobliżu centrum zapytujemy jeszcze przygodnego rowerzystę o drogę na rynek i w mżącym deszczu dojeżdżamy na główny miejski plac z słynnym pomnikiem wotywnym znany już z zeszłego roku. Znany mi, gdyż w zeszłym roku Paweł zdążył oderwać się od wyprawy przed odwiedzeniem Linzu. Z powodu deszczu w tym roku też nie było zwiedzania. Rozsiadamy się z Pawłem pod podcieniami w austriackim odpowiedniku Akademii Sztuk Pięknych przy rynku i oczekujemy przyjazdu kompana. Adam nie ma najwyraźniej zamiaru się zjawić, mimo iż zwykle jest długo przed nami. Dziwne. Wszystko się wyjaśnia po uruchomieniu komórki. Pozwolę sobie tutaj zacytować smsa kolegi: "Dentka przebita. Sam chyba sobie nie poradze. Jestem w enns przy moscie zielonym". Sms jest o tyle dziwny, że nasza trasa nie prowadziła przez Enns, lecz nieco omijała to miasteczko. Napisany został dwie godziny wcześniej... No pięknie, on tam pewnie jeszcze siedzi... Na szczęście po chwili przychodzi drugi sms, sprzed godziny o treści "Juz sobie poradzilem czekajcie w linzu". Czekamy więc, a deszcz poważnie się nasila. Po kilkunastu minutach nadjeżdża syn marnotrawny. Ktoś mu pomógł zalepić dętkę i złożyć to wszystko do kupy. Oczekujemy trochę poprawy pogody, ale w końcu znudzeni ruszamy - po raz pierwszy na tej wyprawie z otwartymi ramionami wyjeżdżając na powitanie rzęsistego deszczu. Krople wiszą na kasku, odbywając przedziwne tańce. Co chwilę odruchowo je strzepuję. Kurtka Alpinus spisuje się idealnie. Gorzej z dolną połową ciała, znaczy się butami, które sobie przemokły - jakże świetnie znane paskudne uczucie z zeszłorocznej wyprawy stojącej pod znakiem powodzi... Jedziemy tak w deszczu już do końca dnia. W Linzu opuściliśmy drogę rowerową Donauradweg i znowu lawirujemy przez jakieś małe miasteczka w kierunku Salzburga. W jednej z takich miejscowości (Frindorf) pytamy o nocleg. Jedni ludzie odsyłają nas na farmę swojej rodziny. Trafiamy na jakąś farmę, ale niekoniecznie jest to rodzina tamtych ludzi. Ważne, że dostajemy nocleg, po uprzednim telefonie gospodarza do właściciela całego tego majątku. Deszcz pada, buty mokre, zimno, zimno. Gorąca zupka, jeszcze gorętsza szarlotka od gospodyni i - hop!- do śpiwora. Gorzej z biednym Adamem, któremu częściowo śpiwór przemókł - jego tylne sakwe dalekie są od jakości pozwalającej używać ich jako sprzętu wyprawowego.


Dystans: 97.30km (razem 702.58)
Czas jazdy: 6:49:25
Średnia prędkość: 14.26 km/h
Prędkość max: 32 km/h

poprzedni   następny