01 02 03 04 05 06 07 08 09 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44

Dzień 3
27.07.2003
Niedziela
Start: 9:10

Bez żalu opuszczamy miejsce noclegu. Jest niedziela, więc poszukujemy kościoła. Znajdujemy mały kościółek, jest na nim tabliczka ze spisem wszystkich kościołów i godzinami mszy świętych w Esztergomie. Całkiem dużo tego. Wybieramy kościół, w którym godzina najbardziej nam odpowiada i pytając po drodze kilka osób trafiamy do niego. Wcale nie wygląda tak jakby miała się tu zaraz odbyć msza. W pobliżu ksiądz urządza sobie pogaduszki z jakimiś znajomymi, zaczepiamy go i pytamy o mszę. Wygląda na to, że nabożeństwa odbywają się tylko w bazylice i to niezbyt często. Opuszczamy więc Esztergom - wbrew pierwotnym planom postanawiamy jechać do Bratysławy wzdłuż Dunaju stroną słowacką. Po słowackiej stronie też nie trafiamy na kościół, w którym możnaby wziąć udział w mszy. No cóż - musimy zrezygnować z nabożeństwa, trzeba pedałować! Jest potwornie gorąco, a zaraz za Šturovem rozpoczynają się rozległe równiny uprawne - zazwyczaj malownicze słoneczniki, wszystkie bez wyjątku zwrócone w stronę żółtej twarzy słońca lub puste pola po zbożach. Drzewa występują z rzadka lub też są w pewnej odległości od szosy, toteż musimy znosić ten żar lejący się z nieba... Jedziemy przez małe miejscowości wzdłuż szerokiego Dunaju. Życie płynie tu leniwie. Samochody prawie nie jeżdżą, ludzie siedzą w domach lub w jakimś cieniu na podwórku. A my na naszych ociężałych rumakach... Po południu robimy dłuższą przerwę nad Dunajem - kąpiel przy takiej pogodzie to coś wspaniałego. Dodatkową przyjemność sprawiają arbuzy, które kupiliśmy w przydrożnym straganiku za grosze. Zmęczony rowerzysta to istota pożerająca wszystko w każdej ilości, nie sprawiło mi więc problemu spożycie połowy niemałego arbuza za jednym razem. Paweł nie wytrzymuje tej próby objętości żołądka :) Za to Adam zdeklasował nas w tej dyscyplinie... zjadając całego arbuza. Przerwa nad rzeką potrwała grubo ponad godzinę. Upał towarzyszy nam aż do końca dnia, mimo to nie narzekamy, bo przynajmniej ukształtowanie trasy jest dla nas korzystne (czytaj: płasko). Pod koniec dnia miła przerwa na śliwki - o ile większość owoców rosnących przy drogach była niedojrzała, tutaj trafiliśmy na drzewa z pysznymi dojrzałymi śliwkami. Dojeżdżamy do Medvedova. Odbywa się tu jakiś festyn - na ulicach masa ludzi, jakieś karuzele i stoiska. Pytamy w kilku domach i w końcu Słowacy zgadzają się na rozbicie namiotu na trawie naprzeciw domu oraz umieszczenie rowerów na noc na budowie domu, która wyraźnie trwa od wielu, wielu lat. Adam wykazuje objawy udaru słonecznego. Przed spaniem pożycza od gospodarzy termometr - faktycznie ma podwyższoną temperaturę. Jedna z okolicznych mieszkanek jest lekarką i udziela Adamowi jakichś porad. Już mamy iść spać, gdy nagle przychodzi jakiś Słowak, wyraźnie oburzony i gniewnie wypytuje nas skąd jesteśmy, co tu robimy i dlaczego trzymamy rowery w jego domu. Jakoś udaje nam się wyjaśnić to wszystko i gdy ponownie kładziemy się spać, przychodzi znowu ten człowiek, wyraźnie udobruchany i obdarowuje nas butelką świeżego wina. Butelką 2,5l! Wieczorem zażywamy wino jako środek nasenny i w końcu idziemy spać.

ZOBACZ GALERIĘ


Dystans: 112.22km (razem 270.66)
Czas jazdy: 7:13:44
Średnia prędkość: 15.52 km/h
Prędkość max: 31 km/h

poprzedni   następny